czwartek, 25 maja 2017

Ja i poezja - jak to się zaczęło? :)

    Od wczoraj zastanawiam się, o czym napisać. Nie, nie chodzi o brak tematów - ale o ich nadmiar. Tyle się ostatnio dzieje. Tyle nowych spraw związanych z podróżą jak choćby modyfikacja trasy. Intensywny czas, który skończy się dopiero.. właśnie, kiedy? :) 
Dlatego postanowiłam poruszyć temat niezwykle bliski mojemu sercu, temat który był, jest i pewnie zawsze będzie istotny. Jest to poezja. ;) Jak pewnie już wspominałam nie jeden raz, kocham pisać. Ale szczególne miejsce w świecie pisania zajmuje poezja - to od niej zaczęła się moja pisarska przygoda. Choć do niedawna sama o tym nie wiedziałam! ;)

    Jakiś czas temu znalazłam zeszyt, który zapisywałam, kiedy byłam mniej więcej w drugiej klasie szkoły podstawowej. Pamiętam, jak babcia zachęcała mnie do pisania w nim. Pamiętam, że wklejałam do niego sporo naklejek. Ale nie jestem w stanie przypomnieć sobie żadnej chwili, kiedy napisałam w nim te wszystkie wierszyki i piosenki! Śmieszne, zupełnie niedoskonałe. Jednak stworzone przez drugoklasistkę - nie jestem w stanie opisać tego, jak dobrze się bawiłam, czytając to! :) Może kiedyś podzielę się nimi z Wami, teraz nie jestem na to gotowa. :D 

    Wiem, że pierwszy wierszyk, który traktowałam poważnie, napisałam w szóstej klasie szkoły podstawowej. Wtedy też zmieniłam szkołę, miałam nowa nauczycielkę polskiego, która, ku mojemu zdziwieniu, doceniała i chwaliła napisane przeze mnie opowiadania (wierszyka jej nie pokazałam, bo był o nauczycielach :D).   Bardzo zachęcała mnie do tworzenia. Jak zaczęłam intensywnie pisać własnie wtedy, do tej pory nie przestałam! :) W gimnazjum miałam kolejną nauczycielkę, która bardzo mocno motywowała mnie do pisania wierszy. Pamiętam sytuacje, kiedy koleżanki i koledzy recytowali moje wiersze na akademiach, a ja, stojąc w chórze, miałam ochotę się schować. ;) Wysyłałam też wtedy wiersze na konkursy. Ale przede wszystkim pisałam dla siebie. Międzyczasie zajmowałam się tez amatorsko dziennikarstwem sportowym. Pisałam na jeden z portali o skokach narciarskich. :) W liceum już nikt mnie nie musiał zachęcać, zapisałam w ciągu trzech lat dwa grube zeszyty. 

    Dodawałam swoje wiersze na portale pisarskie, gdzie od bardziej wprawionych w pisaniu dostawałam konstruktywną krytykę, dzięki czemu trenowałam swój warsztat (i nadal to robię). 

Jednak najważniejsze dla mnie chwile jeśli chodzi o dotychczasowe doświadczenia związane z pisaniem, były dopiero na studiach. Pierwszą z nich było wysłanie swoich wierszy na konkurs dźwiękosłowa, Festiwalu Natchnieni Bieszczadem. Marzyłam o tym, żeby zdobyć choć wyróżnienie na konkursie w górach, które tak kocham! Pamiętam ten lipcowy dzień, kiedy otrzymałam mejla pod tytułem info dla Laureatów -<<Konkurs Dźwiekosłowa>>". Wiadomość zaczynała się słowami: "W imieniu organizatorów (SNB) mam przyjemność poinformować Państwa o zakwalifikowaniu do grona laureatów tegorocznego  ,,Konkursu Dźwiękosłowa”." Zajęłam wtedy trzecie miejsce, a nagrodę odbierałam na scenie festiwalu w Cisnej, w moich ukochanych Bieszczadach. A na widowni siedział mój największy idol muzyczny - Krzysztof Myszkowski! I słuchał, jak czytam wiersz. To były emocje! Nigdy tego nie zapomnę. 

    Kolejnym przyjemnym momentem było umieszczenie moich wierszy na stronie Apostoł. Obok wierszy tak wielkich osób jak Jan Paweł II czy ksiądz Jan Twardowski. :) Od tamtej pory zaczęły do mnie docierać informacje, że moje utwory recytowane są na konkursach recytatorskich - od tych największych po te mniejsze. Czasem nawet wygrywają (choć to akurat nie zasługa wiersza, a recytującego). Kolejna radość. Dużo ważniejsze jest dla mnie to, że ktoś z własnej woli wybiera mój wiersz do recytacji, niż gdybym wygrała w setkach konkursów. 

    Jednak największa radość spotkała mnie w sierpniu 2015 roku - wtedy to Wydawnictwo Miniatura zdecydowało, ze wyda mój tomik! :) Zaczęło się to tak, że na studiach na kulturoznawstwie poznałam Weronikę, która właśnie u ich wydała swój tomik, zupełnie za darmo. Pomogła mi z korektą, wyjaśniła "co i jak". Kiedy wszystko zrobiłam zgodnie z jej wskazówkami, wysłałam propozycję do wydawnictwa. Już na drugi dzień dostałam odpowiedź, że moje wiersze zostaną wydane! To była tak ogromna radość... Zwłaszcza, że często wątpiłam, że w tych czasach można wydać tomik bez własnego wkładu pieniężnego. Na szczęście okazało się, że wystarczającym wkładem są wiersze, i tak oto zostałam autorką "Skarbonki milczenia".  

    Do tego moje wiersze pojawiały się w różnych grupowych publikacjach. Mam je wszystkie, bo to naprawdę super uczucie - mieć swoje wytwory na półce, między innymi książkami. 

    Mam nadzieję, że to nie koniec, a dopiero początek mojej drogi literackiej. Moim  celem jest teraz książka. Choć w przyszłości chciałabym też wydać jeszcze jeden tomik. Minimum jeden! :D Jeśli chcielibyście poczytać moje wiersze, linki do różnych stron z nimi są po prawej stronie, na blogu. Poniżej wklejam dwa wiersze - jeden z pierwszych napisanych przeze mnie wierszy,  i jeden z ostatnich :) Jeśli ktoś z Was chciały wesprzeć nasz wyjazd i zakupić stworzony przeze mnie tomik z pdf z wierszami już publikowanymi i nowymi, zapraszam tutaj - po prawej stronie można wybrać nagrodę, jego koszt to 4 zł. :) Dodam jeszcze, że pisać zawsze będę jako Aleksandra Dec. 



A oto wiersze: 
Przyjaciel


On nie ucieka z Twego statkukiedy sztormu począteki nie pozwala, byś sam walczyłz potężną falą,która może zatopić radość rejsu.

On z Tobą czeka na wschód słońca
kiedy nie widać świtu
i nie ma nawet gwiazd na niebie
aby oświetliły
drogę, którą można wrócić do siebie.

On podniesie Cię gdy upadniesz
sam porani kolana
lecz będzie szczęśliwy, bo idziesz
dzięki jego dłoni
która zawsze ku Tobie wyciągnięta

On zawsze jest.
Najcenniejszy skarb
który nie ma żadnej ceny.
***

*
za szybko biegnąc życiem
odkładam lekko na potem
najważniejsze kroki - do Ciebie.
zamyślona w jutrze,
pewna tylko dzisiaj,
krok przed przeszłością,
kilometry od Twego Świata
trwonię sekundy
jakby mi były dane
na ziemskie zawsze.
czekać wiecznie nie będzie
Wieczność
bliżej mi do ziemi,
nadzieja szepcze:
złapiesz mnie mocno za rękę,
nim spadnę.
















czwartek, 18 maja 2017

Bezglutenowe USA - czyli dlaczego jestem na diecie i nie odpuszczę nawet podczas podróży?

Kilka razy wspomniałam o tym, że jestem na diecie bezglutenowej i że nie mogę się doczekać, kiedy spróbuję amerykańskiego jedzenia bez glutenu. Dostałam wtedy pytania, po co mi ta dieta i czy nie mogę jej sobie odpuścić na czas podróży? Postanowiłam, że napiszę o tym na blogu. 

W moim przypadku dieta ta nie jest spowodowana chęcią pogoni za modą. Choć moda na tę dietę mi odpowiada, ale troszkę dalej wspomnę o tym, dlaczego ;). Jeśli nie moda to co takiego? Takie brzmiące w miarę przyjemnie słowo, jak celiakia. Nie będę opisywała szczegółów, ale w dużym skrócie jest to choroba, gdzie przeciwciała atakują gluten w jelicie, niszcząc je. Prowadzi to do bardzo nieprzyjemnych objawów, od bólu brzucha po niedożywienie, a w skrajnych przypadkach nawet do śmierci. Składniki odżywcze nie przyswajają się, bo kosmki jelitowe zanikają. Więc za przyjemnym słowem kryje się coś naprawdę nieprzyjemnego ;)

Myślę, że ten opis wyjaśnia, dlaczego nawet na miesiąc nie mogę przerwać diety -  nie mogę zrobić tego nawet na jeden posiłek. Regeneracja jelit to długi proces, zjedzenie niedużej ilości glutenu to chwila ;)

Kiedy trzy lub cztery lata temu (już nie pamiętam nawet) zaczynałam dietę, produktów bez glutenu było dużo mniej niż teraz. Dlatego własnie cieszy mnie moda - dzięki niej jest teraz naprawdę dużo tego, co mogę spokojnie i bezpiecznie zjeść ;). Mogę nawet wyjść na pizzę z mężem, bo w Fiero! Pizza w Łodzi wprowadzili pizzę bez glutenu. Jest do tego naprawdę pyszna :) Jednak najczęściej jedzenie przyrządzam sama, bo jednak skład produktów bezglutenowych troszkę mnie przeraża ;). Na początku nie było łatwo odnaleźć się w nowym świecie żywienia, ale kiedy skończyłam dwa kursy dietetyczne (w tym dietetyki klinicznej), nauczyłam się tak komponować jadłospis, żeby niczego mi nie brakowało. Zwłaszcza błonnika, którego ilość maleje wraz z wykluczeniem pieczywa. Zboża, które zawierają gluten to: pszenica, żyto, orkisz, jęczmień, orkisz. Odkryłam, że da się bez tego żyć. ;) Ciągle próbuję sobie udowodnić że da się żyć też bez czekolady, ale niestety z marnym skutkiem. Tak, są czekolady bezglutenowe. ;) Na przykład goplana mleczna i toffie. ;)

Mam też to szczęście, że mój mąż piecze pyszne ciasta. Więc nie cierpię też na niedobór takich smakołyków. Bardzo sprawnie przestawił się na mąkę bezglutenową. A bardzo ciężko jest upiec coś, używając jej. 

Tak więc jadąc do USA, z radością poznam nowe produkty. W Polsce jest ich sporo, ale jednak nie ma jak to nowe! Zawsze gdy jadę do innego kraju, czuję dreszcz ekscytacji wchodząc do sklepu. Lubię przeglądać etykiety i szukać napisu "bez glutenu". Tak, słowo "gluten" znam już w kilku językach. :D 


niedziela, 14 maja 2017

Obowiązkowa playlista na długie godziny jazdy samochodem w Ameryce! ;)

Do naszego wyjazdu zostało jeszcze sporo czasu - 94 dni. Jednak tak bardzo nie mogę się doczekać, że ostatnio przeszukałam Internet, by wybrać najbardziej amerykańskie piosenki, których z radością będziemy słuchać, jadąc drogami zachodnich stanów USA! :) Podzielę się z Wami kilkoma z nich, czekam także na Wasze propozycje! ;)

Nie mogę doczekać się, kiedy jadąc Okaland Bay Bride, włączymy piosenkę Scotta McKenzie San Francisco. Naprawdę nieźle nastraja do zwiedzania podobno najpiękniejszego miasta w Stanach Zjednoczonych! :)



Kolejna piosenką, bez której nie wyobrażam sobie podróży, jest popularna California Dreamin', w wykonaniu The Mamas & The Papas. Choć to bardzo stary utwór, co widać choćby po wyglądzie śpiewających (😆), utwór ten naprawdę nada się do podróżowania po Kalifornii. ;)




Taki przyjemny klimacik, piosenka Route66 - tą droga na pewno będziemy jechać! :D 



I ścieżka dźwiękowa z filmu Into the wild.... <3 



To nie koniec playlisty, jednak uzupełniała będę ją w trakcie tych 94 dni ;) Tymczasem zjemy późny obiad i będziemy iść do kościoła.  :) 

Do napisania! ;)

x

poniedziałek, 8 maja 2017

Komunia siostry, pierwszy sponsor - dużo się działo ;)

Cześć!

Weekend za nami, a poniedziałki są ciężkie! Wczoraj byliśmy w moich rodzinnych stronach na I Komunii Świętej mojej najmłodszej siostry. Fajnie było spotkać się z rodziną! :)

Udało się nam zdobyć pierwszego sponsora podróży. Jest nim restauracja The Mexican, która znajduje się w Łodzi przy ul. Piotrkowskiej. A na naszej zrzutce (tutaj) możecie zakupić voulcher o wartości 50 zł do tej właśnie restauracji! Za 45 zł. :) Zapraszamy! :)

Podzielę się kilkoma zdjęciami z naszego pobytu na Podkarpaciu! :) Chciałabym dodać zdjęcia z moimi braćmi - Kamilem i Michałem, ale niestety pozwolili się sfotografować pod warunkiem nieudostępniania zdjęć :D Cali moim bracia.

W tym tygodniu postaram się napisać kolejny post związany z kreatywnością! :)


W białym Julka - moja siostra, obok mnie moja druga siostra - Karolina. I kuzynki - Marlena i Dominika ;)


A to mój tata XD



Oczywiście zdjęcie z ukochaną babcią musi być! ;)




niedziela, 30 kwietnia 2017

Przygotowania do wyjazdu... :)

Przygotowania trwają. Mamy już bilety na samolot, zarezerwowany wstępnie samochód, mniej więcej rozplanowaną trasę jeśli chodzi o campingi, na których będziemy spać. Pozostaje jeszcze znaleźć nocleg w Los Angeles, zakupić kartę do parków narodowych i oczekiwać na wyjazd! :D Ciekawe, czy czas będzie leciał szybko... :). Za jakiś czas podzielę się dokładniejszą trasą! :)


Jak wspominałam na szybko w jednym z wcześniejszych postów, pojawił się mały problem. Kiedy sprawdzaliśmy ceny samochodów na początku, nie wiedzieliśmy o tym, że kierowcy poniżej 25 roku  życia sporo dopłacają do wynajmu. Wiek rocznikowy się nie liczy, więc nie ominiemy tego.
Jest to dla nas obciążeniem, więc chcemy poprosić o pomoc - wsparcie naszej podróży w zamian za jakąś z wybranych nagród, które znajdują się pod tym linkiem po prawej stronie. Będziemy niezmiernie wdzięczni za jakiekolwiek wsparcie naszego wyjazdu!

Dodaję kilka słonecznych zdjęć! O każdym z miejsc które są na zdjęciach napisze któregoś dnia na blogu! ;)

Udanego weekendu majowego!








środa, 26 kwietnia 2017

Dlaczego ślub na Jasnej Górze? - czyli troszkę naszej historii ;)

Kiedyś napisałam o tym, że któregoś dnia opowiem Wam naszą historię. Zrobię to dzisiaj!

Kiedy w 2011 roku szłam na pieszą pielgrzymkę z Leżajska do Częstochowy, nie sądziłam, że interwencja w mojej intencji będzie tak mocna! A modliłam się o odnalezienie właściwej drogi życia. Było to od razu po klasie maturalnej, przed studiami - a wybierałam się na prawo do Rzeszowa. Jednak tam na Górze zdecydowano inaczej, i wyjechałam kilkanaście dni po pielgrzymce do Łodzi, do wakacyjnej pracy. Z Łodzi już nie wróciłam na uczelnię do Rzeszowa, zostałam studentką Uniwersytetu Łódzkiego ;).

W pracy w Łodzi poznałam Krzyśka, który niemalże od początku naszej znajomości opowiadał mi o koledze, którego na pewno bym bardzo polubiła. Ale rok trwało, zanim podstępem nas z sobą poznał. Dlaczego podstępem? Bo nie chcieliśmy się poznać, a on umówił się z nami jednocześnie w Manufakturze, na lody. :D Pamiętam, jak podeszłam do stolika przy którym siedział Krzysiek. Z kolegą. Nie miałam wtedy najlepszego nastroju, więc nie byłam zbyt zadowolona z towarzystwa obcej wtedy osoby. Jednak porozmawialiśmy trochę, dowiedziałam się przy okazji że następnego dnia Krzysiek ma wpaść odwiedzić moją współlokatorkę, więc zaprosiłam i Adriana. I tak jakoś wyszło, że niedługo później zostaliśmy parą. ;)

Jednak najciekawsze w tym wszystkim jest to, że około miesiąca, dwóch przed naszym pierwszym spotkaniem oboje byliśmy na Jasnej Górze, prosząc o to, by kolejnym razem przyjechać przed Cudowny Obraz już z tą drugą osobą, tą na całe życie. Tak się stało - kolejnym razem pojechaliśmy podziękować za to, że Mama wysłuchała naszej prośby! :)

Wiele osób pyta nas o to, dlaczego ślub wzięliśmy na Jasnej Górze. Własnie dlatego, że dzięki Matce Bożej Jasnogórskiej poznaliśmy się, więc przed nią chcieliśmy powiedzieć sobie "tak" na całe życie! :)

Dołączam kilka zdjęć z najwspanialszego wydarzenia naszego życia! :)
Hmm, może nie kilka...

































wtorek, 25 kwietnia 2017

Małe, lub duże przeszkody.

W realizacji marzeń pojawiają się różne problemy - większe i mniejsze. U nas, już po zarezerwowaniu biletów, pojawił się spory problem - szacowane koszty wyjazdu wzrosły o cenę kierowcy samochodu poniżej 25 roku życia (osoby poniżej 25 lat płacą sporo więcej za wynajem) Jest to naprawdę duża kwota. Nie będzie nam dużo brakowało do tego wieku, ale to niestety nic nie zmienia.

Dlatego chcemy poprosić Was o pomoc - jeśli zachcielibyście nas wesprzeć w zamian za wybraną z nagród wymienionych po prawej stronie, lub bez nagrody - będziemy Wam bardzo wdzięczni! Nagrody będą się aktualizowały.

Zapraszam tutaj, jeśli chcesz nam pomóc! :)